Anna Orłowska, Studium Przypadku

16.05.2015–07.06.2015
Otwarcie: 16.05.2015, 21:00

Finisaż w ZPAF GALLERY, ul. św.Tomasza 24
16–19.06 | Czw–nd: 12:00–18:00

Zobacz mapę

Transport tramwajowy
1
2
4
14
52
Transport autobusowy
152

O niewidzialności
Kiedy Michel Foucault odkopywał kościec współczesnej koncepcji władzy, wskazując na figurę panopticonu jako tę, która ją organizuje, nie pisał jeszcze o współczesnym nam uzależnieniu od wzroku, od pola widzenia przekraczającego niemal dowolny horyzont. Wskazywał jednakże bezbłędnie zmianę w hierarchii patrzenia jaka za sprawą postępu i racjonalizacji się dokonywała. Ludzie z tych, którzy - widzieli niewiele ze swoich jaskiń - od momentu prometejskiego buntu zmieniali się w coraz szybszym tempie w tych, którzy - mogą patrzeć z góry, powoli zajmując miejsce zarezerwowane dotychczas dla bogów. Ci ostatni w toku tego procesu wkrótce mieli okazać się zbędni.
Wzrok zdominował nasze czasy jako narzędzie obrony i agresji. Jest tym zmysłem, który napędza virillowski wyścig zbrojeń. W tym szaleńczym odkrywaniu pola, jest i miejsce dla fotografii. W końcu pozwoliła patrzeć na to, co chwilowe i unikatowe, ukryte i niemożliwe. A wreszcie, pozwoliła patrzeć na to wspólnie. W masowym spojrzeniu uświadamiamy sobie naszą zbiorowość, możliwość krzyżowania się spojrzeń. A także złudne poczucie, że widzieliśmy wiele.
Panopticon spełnia się dziś, jest archetypem dla wzrokocentrycznej kultury, epoki big data, gdzie każde spojrzenie i każdy obraz mają potencjalnie znaczenie i potencjalnie przynoszą wiedzę. W końcu i pustka stała się dziś obrazem pełnym informacji.

Anna Orłowska zaczyna swoją nową pracę właśnie od pustki, a dokładniej czarnej dziury – przestrzeni niezdobytej przez ludzkie oko i techniki optyczne, samotnie zbuntowanej i niepodporządkowującej się naszym narzędziom. Jej nowy cykl zorientowany jest wokół niewidzialności, której wydawać by się mogło dzisiaj jest już tak niewiele. Artystka kieruje swoją uwagę w stronę symbiotycznego związku, jaki rozwija się wraz z nowymi możliwościami widzenia. Na znaczeniu zyskują bowiem wszelkie techniki związane z coraz trudniejszą sztuką ukrycia, kamuflażu, skrywania się za fałszywym odbiciem.

Orłowska spogląda w stronę nowych strategii, dotyka tego, co dzisiaj, a nawet w futurologicznej próbie pyta o przyszłość. Niewidzialność w początkach rezerwowana dla bogów i natury, stała się jedną ze strategii mimetycznych, społecznie pozwalającą również na odcięcia i przemilczenia.
Artystka w swoim blisko dwuletnim śledztwie, w kolejnych rozdziałach deklinuje niewidzialność przywołując jej różne obrazy. Prócz faktów, pojawiają się kreacje i półprawdy. Tropy biegną od scen z hollywoodzkich produkcji, przez miejsca ukryte i niechciane jak dom dla upośledzonych czy zniknięcie Statuy Wolności, niewidzialny czołg, aż po globalne zagadkę znikających pszczół. Jak w przypadku średniowiecznych bestiariuszy obrazy zostają zrównane w jednym porządku.
W swoich poszukiwaniach artystka nie ogranicza się do własnych fotografii; zleca, przejmuje i konstruuje, wszystko po to, by odkryć tę drugą stronę przymusu widzenia lub też negatyw kumulowanej pod dyktando jednego zmysłu wiedzy. W jej wizualnym poszukiwaniu fotografia mówi wiele o samej sobie, na nowo odsłania ten irracjonalny aspekt swoich możliwości, który karze powątpiewać w możliwości maszyny. Jak przy dziewiętnastowiecznym seansach spirytystycznych, służy z matematyczną precyzją spełnieniu ludzkich fantazji i zilustrowaniu lęków.